Pierwszy list do Niny

Kochana córeczko,

Patrzę jak odpływasz w kołysce, otulona muślinową pudroworóżową mgiełką z motywem paisley (tak, jestem teraz bardzo słodka i egzaltowana), w której zakochałam się od pierwszego wejrzenia i którą musiałam mieć mimo absurdalnej ceny. Mimowolnie robię dziubek na widok Twoich książkowo wykrojonych ust i tyci tyci noska (który szczęśliwie póki co w ogóle nie jest podobny do mojego ;)) i zastanawiam się jak to jest możliwe, że drugi raz udało nam się z tatą stworzyć coś tak dobrego.

Naturalnie przypominasz mi Wiktora – nie tylko dlatego, że oboje na początku życia wygladaliście jak klony Waszego Taty i jego siostry i że przez całą dobę postękując, pochrząkując i popiskując bezbłędnie naśladowaliście R2D2. Podobnie jak Wiktor najbardziej lubisz wtulać się w zagłębienie tuż pod moją szyją, skulona niczym mała małpka, uczepiona drapiącymi paznokciami mojej bluzki. Potem wzdychasz, odrzucasz głowę do tyłu zezując żeby mnie z bliska zobaczyć.  I kiedy wreszcie uda Ci się skupić wzrok, wpatrujesz się we mnie z zakłopotaniem kogoś kto próbuje sobie przypomnieć skąd zna tę pachnącą mlekiem i szczęściem istotę– gdzieś ją widziałam chyba, albo przynajmniej słyszałam jej głos gdzieś? I obdarzasz uśmiechem bezzębnie doskonałym.

I chociaż tak podobna, to bardzo jesteś jednak inna. Spokojniejsza, stale obserwująca, czujnie rejestrujesz każdy mój krok z perspektywy leżaczka. Opowiadasz sobie emocjonujące historie, delikatnie kręcąc paluszkami wokół buzi, podczas gdy Wiktor raczej wymachiwał nimi na oślep w dzikim odruchu moro.  Wyrafinowanym ruchem tancerki flamenco okalasz buzię dłonią i już widzę jak  porywa cię “duende” i jak w powłóczystej falbaniastej spódnicy kręcisz zmysłowo wachlarzem, pełna pasji, radosna, szczęśliwa. I zaraz sama siebie za tę wizję ganię, bo może wcale nie będziesz chciała nosić spódnicy i taniec będziesz mieć w nosie. I wozić Cię będziemy na piłkę nożną i ze strachem obserwować jak w czarnej skórze wsiadasz na swój pierwszy motor?

My też Ninka jesteśmy przy Tobie jacyś mądrzejsi i pewniejsi siebie – bo skoro udało nam się wychować takiego Wiktora (nie łamiąc mu rączek przy wkładaniu body i nie dławiąc niedogotowaną marchewką) to i z Tobą powinno nam pójść równie dobrze. Prawda?

P.S. Po porodzie położono mi Ciebie na ultrakrótką chwilę na piersi (bo zaraz musiałaś znaleźć się w inkubatorze). Przez te dwie minuty ogarnęło mnie silne, pierwotne pragnienie żeby Cię dokładnie obwąchać i zapamiętać każdy szczegół Twojego ciała. Żeby w razie czego rozpoznać Cię na końcu świata 🙂

 

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s